13 marca 2015

Rozdział 27-"Porwali ją..."

Love Me Like You Do... *U*
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Darii :* Dziękuję że jesteś <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Fran

Weszłyśmy do domu. Zdziwiło mnie to że było bardzo cicho... za cicho. 
-Viooooluuu!-zawołałam rozglądając się po pomieszczeniach.
-Dziwne...-szepnęłam.-Rozgośćcie się a ja jej poszukam.-powiedziała i ruszyłam do pokoju Violki.
Zapukałam. Nikt nie odpowiadał. Weszłam. Nie było jej. Rozglądnęłam się po pokoju, zauważyłam kartkę na komodzie. Wzięłam ją i to co tam było zwaliło mnie z nóg. Od razu zalałam się łzami. Wbiegłam do salonu w którym były moje przyjaciółki. Gdy mnie zobaczyły zerwały się z kanapy.
-Fran co się stało?-zapytała Lu.
-Tttoo.-wyjąkałam przez łzy i podałam im kartkę.
Dziewczyny przeczytały uważnie jej zawartość i opadły na kanapę.
-Oni jją ppporwali... Pppporwali jjją... Zzzzabrali mi mmmoją ppprzyjaciółkę.... A jjja miałam się opppiekować... Obbbiecałam jej ttto.... onnni mmi jjją zzabrali!-wykrzyczałam ostatnie zdanie.
-Fran spokojnie jakoś to załatwimy.-uspokajała mnie Cami.
-Cami jak ja mam być spokojna?! Wiesz co oni tu napisali?! "Mam Twoją przyjaciółeczkę. I co teraz zrobisz Franiu? Jak masz zamiar ją uratować? Już nawet Leonek jej nie uratuje. Możecie się z nią pożegnać. Możliwe że jak mi się znudzi to ją wam oddam, ale szczerze w to wątpię.
                                                                                                                                  Buziaczki M."-przeczytałam na głos wiadomość wiadomość od porywacza.-Ja już nigdy jej nie odzyskam. Nigdy.-wyszeptałam i wybuchnęłam płaczem.
-Ciii. Fran. Już. Wypłacz się. Poprosimy chłopaków o pomoc i jakoś ją znajdziemy. Wszystko się ułoży...-wyszeptała Naty i mnie przytuliła...

Violetta
Tydzień później...

Wiedziałam! Zrobił to! Straciłam je... Straciłam nasze dziecko... On zmusił mnie do aborcji, a potem zgwałcił. Zabili moje dziecko 6 dni temu, a ja ciągle czuję ten ból i rozpacz. Jeszcze 6-7 miesięcy temu byłam szczęśśliwa... Z Leonem. Teraz siedzę w jakiejś piwnicy, w podartych ciuchach, jestem cała posiniaczona i wygłodzona. Zimno mi bo mam na sobie chyba 1/3 ubrania które miałam na sobie gdy mnie tu przytargali. Codziennie katują tu i gwałcą dziesięć dziewczyn w tym mnie. Każżda z nich ma swojego "faceta od tortur" jak ja to mówię. Mną "opiekuje się" Larry. Każdego dnia o 15:30 i 20 dostaje tortury które trwają od 2 do 4 godzin. Zawsze zakłada mi opaske i wkłada szmatę w usta, związuje ręce i nogi, podwiesza, bije różnymi badylami, składa na moim ciele bolesne klapsy, naciąga sutki i bardzo boleśnie oraz bezlitośnie gwałci. Czasem robi to częściej albo rzadziej zależy od jego nastroju. Od innych torturowanych dowiedziałam się że Larry tak na prawdę ma na imię Matt i że jest tu najgorszy. Zastanawia mnie dlaczego mnie okłamał, ukrywał to prze de mną tyle czasu. Siedziałam tak i rozmyślałam trzęsąc się z zimna. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi.do pomieszczenia w którym się znajdowałam. Wiedziałam doskonale kto to.
-Cześć suko. Mam nadzieję że lubisz ostrą zabawę bo dzisiaj jestem na maxa wkurwiony.
Nic nie odpowiedziałam tylko wpatrywałam się w ściąnę.
-A więc tak sobie ze mną pogrywasz? Nie ma tak dobrze! Skończyło się to co dobre!!!-krzyknął i pociągnął mnie za ramię do pokoju tortur. Wiedziałam już że ten koszmar rozpoczyna się na nowo...

Fran

Do tej pory nie wyszłam z domu. Nie jestem w stanie. Nie powiedziałam nawet Leonowi o porwaniu Violetty. Po prostu nie mogłam, nie dałabym rady o ty mówić. Ale teraz muszę wziąć się w garść. Pójdę do niego i mu o tym powiem. Muszę to zrobić.

20 min później

Stoję przed drzwiami do domu Leona. Waham się czy zapukac czy nie? Po chwili caciskam dzwonek i czekam aż ktoś mi otworzy. Otwiera mi mój przyjaciel.
-Leon musimy poważnie porozmawiać.-mówię pewna siebie.
-Dobrze więc wejdź-zaprosił mnie gestem ręki do środki. Rozebrałam się z kurtki i butów po czym usiadłam na kanapie w salonie.
-No więc co z Violettą?-zapytał zmieszany szatyn siadając obok mnie.
-Porwali ją.-wyszeptałam i podałam mu kartkę.
-Co to?-zapytał.
-List od porywacza-powiedziałam załamana.
Leon przeczytał list i spojrzał na mnie.
-Kiedy ją porwali?
-Tydzień temu.
-I ty mi to kurwa teraz mówisz?-krzyknął.
-Leon ja nie byłam w stanie! Przez pierwsze trzy doby dziewczyny u mnie spały żebym sobie nic nie zrobiła!!! Ona jest dla mnie jak siostra, a teraz mogę jej już nigdy nie zobaczyć!-także wykrzyczałam.
Leon tylko siedział i wpatrywał się w ścianę.
-Jak możesz być takim idiotą?!
-Co?-zapytał zdezorientowany.
-Zobacz ile ona się wycierpiała! Najpierw z ginęła jej matka, potem wasi rodzice, następnie była bita i gwałcona w rodzinie zastępczej! Przez chwilę była z tobą i w końcu zaznała tego szczęścia. Następne w kolejce było wasze zerwanie potem związek z Larrym a teraz to!!! Pomyśl ile ona miłości ci dała!-wygarnęłam mu wszystko.
-Tak dużo miłości żże aż mnie zdradziła!
-Ja pierdole Leon ona nie odwzajemniła wtedy tego pocałunku! Nie odwzajemniła go tylko uciekła z płaczem! Z Larrym była dlatego że nie chciała być sama podczas ciąży! Potem on zaczął ją bić i katować!-on tylko spojrzał na mnie zaskoczony-No co?! W końcu dotarło to do ciebie?!
-Fran ja ją kocham. Zawsze ją kochałem. Tylko myślałem że ona naprawdę mnie zdradziła. Nie znałem tej prawdy...-powiedział. Już dawno się rozpłakałam.
-Leon nie roztrząsajmy już tego ja chcę ją tylko znaleźć...

Violetta
4 tygodnie później...

5 tygodni, 35 dni, 840 godzin, 50400 minut, 3024000 sekund. Tyle już siedzę tutaj w tym okropnym miejscu. Torturowana, głodzona, gwałcona, bita. Bez Fran, bez dziecka a co najważniejsze bez Leona... Siedzę tak i czekam na zbawienie. Wyglądam okropnie. Cała brudna, poobijana, na rękach ślady po cięciach i silnych rękach mojego prześladowcy. Ból w kroczu nie ustaje. Straciłam już nadzieję na przeżycie TEGO. Powoli się  wykańczam. Nagle zauważyłam okno. Otwarte okno. Narodziła się we mnie nowa nadzieja. Postanowiłam uciec w nocy...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam was ten ponury(a przynajmniej u mnie) wieczór. Trochę się napracowałam pisząc ten rozdział i mam nadzieję że nie miłe komki zostawicie dla siebie. Jeśli są tutaj jakieś błędy to śmiało piszcie mi jakie bo ja sama wszystkich nie znajdę. Po poprzednim rozdziałem pojawiły się 22 komentarze! Bardzo wam za to dziękuję bo to na prawdę motywuje z resztą ten kto ma swojego bloga na pewno o tym wie :) UWAGA! Cytuję anonimka: raz na tydzień dodajesz rozdział na pare linijek...". Wolałabym tego nie komentować ale ujmę to tak: Kochany anonimku. Do kogo należy ten blog? Do mnie. Rozumiem to że niektórzy woleliby moja poprzedniczkę bo ja sama kochałam czytać jej rozdziały ale nic nie poradzę na to że ona zrezygnowała z bloggowania. Skoro teraz blog jest mój-ja ustalam kiedy będę dodawać rozdziały i jakiej one będą długości. Ponieważ nie zawsze czas mi na to pozwala nie są one idealne ale się staram więc komentarze tego typu zostaw proszę dla sb." No więc tak xD Tyle mam do powiedzenia w tej sprawie ;D Bardzo serdecznie dziękuję komentatorką które komentują regularnie, Gdy czytam wasze komentarze od razu się uśmiecham :> Wybraliście opcję A.
Po opcjami kryło się:
A-Violetta sama ucieknie i straci dziecko
B-Leon ją uratuje i dziecko przetrwa
Nie wiem którą byście woleli ale mi A pasuje więc xD No to ja już nie zanudzam ;D Kto dotarł tutaj ma ode mnie gratulacje xD Pozdrawiam wszystkich komentatorów ;*
Buziaki :*
Blair <33

2 marca 2015

Rozdział 26- "Nie kurwa moją starą!"

Violetta

Boje się. Tak cholernie się boję. Bardzo chciałabym żeby Leon był tu zemną, przytulił mnie, pocałował i żeby było tak jak kiedyś... Boję się o moje nasze dziecko. Co jak on mi coś zrobi i je stracę? Nie przeżyłabym tego. Zdążyłam już pokochać to dziecko. Zresztą jest ono owocem miłości mojej i Leona, nie wierzę w to że on już nic do mnie nie czuje i że nie obchodzi go to dziecko! A może... "Nie! Violetta opanuj się! Wszystko będzie dobrze! Musisz być silna i stawić czoło Larry'emu a także zawalczyć o swoją największą miłość!"-'pocieszała' mnie moja podświadomość
Taaaa... Gdyby to tylko było takie proste jak się wydaje...


Leon

Kurwa! Violetta ciągle siedzi mi w głowie! Martwią mnie te jej siniaki, to że płakała kiedy się spotkaliśmy, a najważniejsze to że mieszka teraz z Fran! Nie rozumiem tylko dla czego?! Larry coś jej zrobił? Zerwała z nim? No kurwa nie wiem! Ja już nie mam zielonego pojęcia co zrobić żeby o niej nie myśleć! Próbowałem wszystkiego! Jazdy na crossie, oglądania telewizji, biegania, siłki, rozmów przez telefon i posunąłem się nawet do zakupów!!! I co? Gówno! Nic nie pomogło! Zawsze coś mi o niej przypomina... Chwila, chwila. Już wiem! Pójdę się schlać! Tak to na 100 % pomoże!  Jużż dawno nie chlałem. Ale z kim ja się napiję? Zacząłem szukać w telefonie odpowiedniego numeru... Jest! Fede! Tak dawno nie widziałem się z naszą starą paczką. W sumie to od zerwania mojego i Violi widywałem tylko Fran. Nareszcie nadarza się okazja i mogę pogadać z kumplem. Szybko wybrałem numer do przyjaciela.
-Halo?
-Cześć Fede!
-Leon? Stary jak my dawno nie gadaliśmy!
-Wiem i dlatego dzwonię.
-No więc co tam u ciebie?
-Słuchaj to nie jest rozmowa na telefon. I jesteś mi cholernie potrzebny więc za max 10 min widzę cię u mnie!
-Co? Ale Leo...-nie zdążył dokończyć bo się rozłączyłem.
Wyjąłem wszelaki alkohol jaki posiadałem w domu, rozsiadłem się wygodnie na kanapie i czekałem na kumpla...

Federico

Od jakiś 30 min słucham jak Leon nawija mi o tym jak bardzo kocha Violettę, tęskni za nią i się o nią martwi. Spotykamy się po kilku miesiącach a tak szczerze to już  mam go dosyć! Ciągle tylko: "Po co ja z nią zerwałem? Mogłem dać jej dokończyć! Jestem głupi! Muszę to naprawić! Boję się o nią i o nasze dziecko!"- on powtarza to w kółko! W końcu nie wytrzymałem!
-Leon ja pierdole skoro tak ją kochasz to idź do niej a nie wołasz mnie do siebie i żalisz się jaki jesteś głupi co i tak już wiem!!! Ty to zepsułeś, skrzywdziłeś ją tym zerwaniem, zostawiłeś z dzieckiem o którym nie wiedziałeś ale jednak ją zostawiłeś!!! Skoro ty to wszystko zrobiłeś to ty to napraw!!!- walnąłem go z całej siły, z otwartej dłoni w twarz. On tylko złapał się za policzek.
-Auuuu. Wierz że to bolało?-jęknął.
-Nie kurwa nie wiem! Miało boleć! A teraz weź się ogarnij i odzyskaj ją!
-Ale kogo? Violettę?-zapytał zdezorientowany.
-Nie kurwa moją starą.- powiedziałem z sarkazmem.
-Po co ja mam odzyskiwać twoją mamę? Kiedy ja ją straciłem? Czy coś było po między mną a twoją mamą? Czy ja jestem twoim ojcem?-no tak alkohol daje się we znaki.
-Idź ty się lepiej połóż stary...- powiedziałem zrezygnowany.
-Ale chcę wiedzieć co mnie łączy z twoją mamą!
-Nic! Nic cię z nią nie łączy!
-Aha. Fajnie. To pa. - wybełkotał i opadł na kanapę od razu zasypiając. Zaśmiałem się pod nosem i ruszyłem na górę. Zadzwoniłem do Lu że zostanę u niego na noc bo jest nachlany w cztery dupy i może sobie coś zrobić a następnie sam poszedłem spać...

Fran

Postanowiłam pójść do sklepu bo brakuje nam kilku produktów. Mam nadzieję że Violi nic się nie stanie. Weszłam do sklepu i stopniowo zaczęłam zapełniać koszyk.
Zobaczyłam przy kasie trzy znajome twarze. Doznałam olśnienia,
-Lu! Cami! Nata!-krzyknęłam.
-Fran?!-blondi sie obróciła.
-Dziewczyny tak bardzo tęskniłam!- rzuciłam im się na szyję.
-My też Kochana!- odezwała się Nata.
-A gdzie Viola?-zapytała Cami.
-U mnie w domu. Martwię się o nią.
-Dlaczego coś się stało?-spytała zaniepokojona Lu.
-Noe więc na imprezie przed zerwanie Leonetty (...) okazało się że jest w ciąży (...) pocałował ją (...) on nie dał jej tego wytłumaczyć (...) Larry ją bił (...) Dostała SMS z groźbami (...) I jest teraz u mnie w domu.- opowiedziałam im całą prawdę. Zasługiwały na nią, są naszymi przyjaciółkami.
-Biedna Viola. musimy ją zobaczyć.-powiedziały chórem.
-No to chodźcie ze mną. Muszę zawieźć te zakupy.-zaśmiałyśmy się. Wsiadłyśmy do mojego samochodu i pojechałyśmy do mojego i Vilu domu.

Violetta

Siedziałam jak zwykle w swoim pokoju kiedy usłyszałam jakiś dźwięki. Zaczęłam obracać się nerwowo i rozglądać. Poczułam jak ktoś zakrywa mi usta szmatą. Potem  uderzenie w głowę, jakiś worek i tylko ciemność...

Obudziłam się w jakiejś piwnicy. Bałam się, Było tam zimno, ciemno i strasznie. Leżałam związana na podłodze. Po chwili ktoś wszedł do środka. Poznałam go od razu. Był to Larry.
-Wiedziałam.- wyszeptałam.
-Co? Myślałaś że tak łatwo uda ci się ode mnie uciec? Nie odpuszczę ci!
-Dlaczego to robisz?
-Bo mi się nie podporządkowałaś! I chodziłaś na spotkania z Leosiem! Po prostu bawiłaś się moimi uczuciami! Teraz za to zapłacisz!-krzyknął. Podszedł do mnie i mnie uderzył. Związał mnie jeszcze bardziej i postawił na nogi. Zaczął się do mnie dobierać. Po chwili zrobił to czego najbardziej się bałam...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
I jak wam się podoba? :D
Ja jestem zadowolona :)
Rozdział nie grzeszy długością ale się starałam.
Z powodu iż gorączka i leń minęły xD
A wczoraj byłam u lekarza i mam chore tylko górne drogi oddechowe :)
Mamy rozdział!!! ;>
Tak wiem miała być Leonetta ;p
Ale poczekacie xD
Akcja jak widać się rozpoczęła ;)
Leoś się schlał, Fede wkurwił, Dziewczyny ucieszyły, a Violka...
Violka biedna została porwana :<
No to teraz macie dwie opcje :)
A
B
Nie powiem co się pod nimi kryje ;D
Po prostu wybierajcie, a co się stanie to będzie niespodzianka ;)
A tak nie na temat to:
U was też padał śnieg? xD
Bo u mnie tak i zaraz stopniał xD
Jeśli dotarliście do tego miejsca to gratuluje xD
Ja się dopiero rozkręcam co do tego opo i mam pomysł na nową pasję Violi xD
Martwi mnie tylko że liczba komów spada :c
Mam nadzieję że się poprawicie ;)
Dziękuję osobom które życzyły mi zdrowia pod notką ;*
To dzięki wam spięłam poślady i napisałam rozdział ;3
Więc do następnego :*
Kocham was <3

KTO DOTARŁ DO KOŃCA TEJ NOTKI PISZE W KOMIE "pingwin *^*"!

Blair <33

28 lutego 2015

Co do rozdziału...

Hey ^^ Chcę was poinformować że nie dam rady napisać rozdziału :<  Złapałam jakiegoś wirusa i mnie rozłożyło :c Obecnie siedzę z gorączkom ale co tam? xD Jak lepiej się poczuję to spróbuję napisać rozdział ;)

Buziaki :*
Blair <33

21 lutego 2015

Rozdział 25 - "Co? Ale dlaczego?!"

Fran
Właśnie jadę do mojego Leona domu, żeby zabrać swoje rzeczy. Trochę boje się o Vilu ale wątpię że ten kretyn ją znajdzie. A przynajmniej nie tak szybko. Pogrążona w swoich myślach nawet nie wiem kiedy dojechałam. Wysiadłam z samochodu i powędrowałam do drzwi. Lekko zapukałam a po chwili otworzył mi mój przyjaciel.
-Francesca? Dlaczego nie wróciłaś na noc? Martwiłem się.-zaczął mówić osiem rzeczy na raz.
-Może najpierw mnie wpuść to ci to wytłumaczę?-zapytałam.
-Jasne chodź.-powiedział i wpuścił mnie do domu. Zdjęłam kurtkę i buty a następnie usiadłam na kanapie obok szatyna.
-No więc może zaczne od tego że przyjechałam po to żeby zabrać swoje rzeczy bo się wyprowadzam...
-Co? Ale dlaczego?!-przerwał mi.
-Bo uważam że już sobie poradzisz bo minął czas twego załamania a tak po za tym to mam inny powód ale nie mogę ci powiedzieć jaki.-dokończyłam.
-Dlaczego nie możesz coś się stało?
-Nie nic ważnego, naprawdę nie mogę ci powiedzieć.
-Francesco Cauviglia, masz mi w tej chwili powiedzieć dlaczego się wyprowadzasz albo cię stąd nie  wypuszczę!-powiedział stanowczym tonem.
-Zamieszkam z Violettą...-powiedziałam i poszłam na górę żeby uniknąć dalszej rozmowy z szatynem.

2 godziny później

Schodzę z moimi torbami na dół starając się nie patrzeć na Leona. Kładę torby na podłogę i zakładam buty oraz kurtkę po czym korzystam z okazji że szatyn mnie nie widzi i wychodzę. Wkładam torby do bagażnika, siadam za kierownicą i ruszam do domu. Po 10 minutach jestem na miejscu. Wysiadam z samochodu zabieram bagaże i kieruje się do domu. Otwieram drzwi kluczem, rozbieram ze zbędnych ubrać, zostawiam torby w pokoju po czym idę do Violetty. Wchodzę do pokoju, widzę ją całą roztrzęsioną, siedzącą na łóżku, trzymającą w drżących dłoniach telefon. Siedziała tak dłuższą chwile zapatrzona w ekran po czym spojrzała na mnie i powiedziała:
-On tak szybko nie odpuści...-pokazała mi SMS'a którego nadawcą był Larry, a jego treść brzmiała:
"Tym razem mi uciekłaś suko, ale zapamiętaj sobie że to jeszcze nie koniec. W końcu cię dopadnę szmato, a wtedy nawet twój Leoś i kochana Francesca ci nie pomogą! Znajdę cię i zniszczę!!!" Zamurowało mnie po przeczytaniu tego i zrozumiałam że to nie koniec, teraz dopiero wszystko się zaczyna...

Leon

Mam kompletny mętlik w głowie po tym co powiedziała mi Fran. Będzie mieszkać z Violettą. Ale co to znaczy? Viola rozstała się z Larrym? Sam nie wiem, ale się dowiem. Muszę za wszelką cęnę wiedzieć czy Viola i nasze dziecko są bezpieczni. Nie ufam temu Larry'emu, jest strasznie dziwny...

Larry

I ona niby myślała że mi ucieknie?! Nie ma takiej opcji! Nie pozwolę jej ode mnie uciec, znajdę ją i wykończę. Wkurwiła mnie więc poszedłem się zrelaksować. Właśnie pierdole się z jakąś laską, nawet nie znam jej imienia, ale w sumie mało mnie to obchodzi. Jutro zacznę szukać tej szmaty, a teraz zajmę się sobą...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hey :D
Łapcie rozdział :)
Krótki i dupy ale nie mam czasu :<
W sumie to piszę ten rozdział po nocy bo moja mama jest pracy xD
Tak to by go nie było bo mama by mi zabrała kompa ale macie ;p
Muszę jeszcze pisać na drugiego bloga więc nie będę się rozpisywać ;)
Dziękuję za 14 komentarzy pod ostatnim! :*
Mam nadzieję że pod tym beznadziejnym rozdzialikiem będzie ich chociaż 10 xD
No to tyle :3
Buziaki :*

Blair <33

14 lutego 2015

Rozdział 24 - "A czy to by coś zmieniło?"

Rozdział dedykowany każdemu kto skomentował poprzedni rozdział! Dziękuję za motywację! :*

Leon

-Twoje...
-Co?! Ale kiedy?!- zapytałem zszokowany.
-Dowiedziałam się w moje urodziny, te przeklęte urodziny...-wyszeptała.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?- zadałem kolejne pytanie.
-Pfy! A czy to by coś zmieniło?! Wszystko byłoby inaczej gdybym w chwili naszego zerwania powiedziała ci że jestem w ciąży?!- zakpiła ze łzami w oczach.
-Nie... To by nic nie zmieniło...-spuściłem wzrok.
-No właśnie...-odwróciła głowę a ja zobaczyłem na jej twarzy i rękach dosyć duże siniaki.
-Wiesz co ta rozmowa nie ma dalej sensu...-dopowiedziała i odeszła zanim zdążyłem coś powiedzieć. Byłem zszokowany, nie wiedziałem co mam robić. Owszem kochałem ją, nigdy nie przestanę jej kochać, ale boli mnie to jak mnie wtedy zdradziła. Zrobiłem dla niej tyle rzeczy a ona tak po prostu zdradziła mnie z Larry'm. Chciałbym jej wybaczyć ale nie mogę, nie potrafię, to za bardzo boli. Ale tej czekoladowe oczy, promienny uśmiech... -Nie! Verdas ogarnij się! Tęsknisz za nią ale ,musisz być silny! Nie możesz się złamać, jeszcze nie teraz...-karciła mnie moja podświadomość.
Postanowiłem wrócić do domu. Ciągle nie dawało mi spokoju to z kąt Violetta ma te siniaki. Boję się o nią bo nosi moje dziecko i zarówno jemu jak i jej może się coś stać. Z burzą myśli nawet nie wiem kiedy dotarłem do domu. Przy wejściu powitała mnie jak zawsze promienna Włoszka ale widząc mój zły humor zmieniła minę z promiennej na lekko zmartwioną.
-Ej co się stało?-zapytała.
-Spotkałem dzisiaj Violettę...-powiedziałem siadając obok niej na kanapie.
-I? Jak się to spotkanie potoczyło?-zapytała nie pewnie.
-Ona... Jest ze mną w ciąży.-powiedziałem załamany.
-Czyli już wiesz...-powiedziała zanim ugryzła się w język.
-Zaraz co?! Czyli ty wiedziałaś?!-podniosłem głos.
-T-t-tak.-wydukała.
-Kurwa Francesca i kiedy miałaś zamiar mi to powiedzieć?!
-Nie miałam takiego zamiaru... Nie mogłam... Violetta poprosiła mnie w dniu waszego rozstania żebym ci nie mówiła...-powiedziała pewna swoich słów.
-No ja pierdole! Zajebiście! Jako ojciec tego dziecka oczywiście dowiaduję się o nim ostatni!!!
-Leon zrozum ją! To moja przyjaciółka a w dniu w którym się rozstaliście załamała się! Myślisz że ona tego nie żałuje?! Po prostu wiedziała wtedy że cię skrzywdziła i nie chciała jeszcze bardziej komplikować ci życia! Poszła ci na rękę, żebyś nie musiał przejmować się tym że masz z nią dziecko i litować się! Nawet nie wiesz jakie to było dla niej trudne! Ona nawet zerwała ze mną kontakt żeby cię przypadkiem nie spotkać!-zakończyła swój długi monolog Włoszka a do mnie dotarło ile Violetta musiała wycierpieć.Zostawiłem ją już drugi raz! Nie potrafię jej wybaczyć ale rozumiem dlaczego ukrywała prze de mną ciąże.
-No i co? Dotarło do ciebie to że nie tylko ty jesteś pokrzywdzony? Przemyśl to dokładnie a ja wychodzę.-powiedziała i wyszła. Opadłem bezsilnie na kanapę z której przed chwilą wstałem i pogrążony w swoich myślach analizowałem to co powiedziała mi Francesca...

Violetta

Po tej ciężkiej rozmowie wróciłam do domu, gdzie zastałam Larry'ego. Był wściekły. Weszłam przestraszona do salonu nie patrząc na niego. Bałam się że znów mnie uderzy.
-Możesz mi powiedzieć kto ci pozwolił wyjść z domu?!-warknął.
-Poszłam tylko na spacer...-wyszeptałam.
-Tak? Z Leosiem?!- krzyknął i uderzył mnie w twarz.
-J-j-a t-t-tylko g-g-o s-s-spotkałam i-i-i p-p-p-potem on się -d-d-d-dowiedział o-o-o c-c-c-ciąży-wydukałam przez łzy.
-Po co mu powiedziałaś?!-krzyknął i znów mnie uderzył.
Nie byłam już w stanie nic powiedzieć.Larry złapał mnie mocno za rękę i podniósł głowę żebym spojrzała mu w oczy.
-Po co ja w ogóle z tobą jestem?! Ani się z tobą ruchać,a ni nic! Bo w ciąży jesteś! Wiesz co w dupie mam to twoje dziecko z Leosiem! Dzisiaj sex masz gwarantowany!-krzyknął, rzucił mnie na podłogę i wyszedł. Doczołgałam się do konta, ukryłam twarz w dłonie i zalałam się łzami...

Francesca

Idąc do domu w którym mieszka Violetta analizowałam wszystko co chciałam jej powiedzieć. Gdy dotarłam zobaczyłam wkurzonego Larry'ego wychodzącego z domu. Schowałam się za drzewem i dopiero gdy odjechał samochodem ruszyłam do drzwi. Zapukałam raz, drugi, usłyszałam stłumiony płacz, nikt nie otwierał. Weszłam powoli do domu i skierowałam się do salonu. Przeraziłam się. Siedziała tam na podłodze cała zapłakana i roztrzęsiona Violetta! Podeszłam do niej od razu i ją przytuliłam. Ona wtuliła się we mnie i rozpłakała na maxa. Po jakiś 30 minutach mogłam normalnie z nią porozmawiać.
-Violu powiedz co się stało? I z kąt te wszystkie siniaki?-zapytałam zmartwiona.
-Wczoraj gdy Larry był w pracy oglądałam zdjęcia moje i Leona. Potem przyszedł Larry i gdy poszłam do toalety to on zobaczył to pudełko i te zdjęcia. Zaczął na mnie krzyczeć i potem mnie bić. A dzisiaj gdy przyszłam do domu nie wiem z kąt wiedział że spotkałam Leona i też na mnie krzyczał i mnie bił i do tego powiedział że mnie zgwałci a ja boję się o dziecko!- znowu się rozpłakała... Nie mogłam w to uwierzyć. Larry tak bardzo się zmienił. Musiałam pomóc Violettcie nie mogłam tak jej zostawić. Nagle przypomniałam sobie i moim mieszkaniu. Postanowiłam wyprowadzić się odleona i zabrać Violę do siebie. Nie mogłam tak jej zostawić. Wyglądała strasznie: była cała czerwona, posiniaczona a dawną radość w jej oczach zastąpiły strach i ból. Po dwóch godzinach pakowania itp. byłyśmy już na miejscu. Teraz Violi i jej dziecku nic już nie grozi (od autorki: ta napewno xD).

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hey :3
Macie rozdział ;D
Miałam wenę i napisałam :3
On jest taki nudny i denny no ale niedługo możliwa Leonetta!
Co do Leonetty mam pytanko ;>
Wolicie ją w 25 czy 26 rozdziale?
Bo ja nwm xD
Mam pomysł jak ich połączyć ale to się wiąże z utratą dziecka :3
Taaak ja zua ;p
Ale chodzi o to że jak ona teraz urodzi to będzie koniec historii.
A ja chcę jeszcze trochę poprowadzić tą historię.
Więc nwm to już jak chcecie :3
No to tyle ja się nie rozpisuję ;)
Buziaki :*****

Blair <33

9 lutego 2015

Rozdział 23 - "Twoje"

(Ps. Zmieniam trochę i jeśli pamiętacie akcję z Larrym na urodzinach Violi kiedy się rozstali to będzie tak że ona nie odwzajemniła pocałunku. Miłego czytania!)

Miesiąc później
Violetta

 Z Larrym zamieszkaliśmy razem. Siedzę właśnie w domu na kanapie. Sama… Zresztą jak zwykle. Larry ciągle jest w pracy więc praktycznie Worgule się nie widujemy. Podchodzę do mojej „tajnej szuflady” i wyciągam średniej wielkości pudełko. Siadam z powrotem na kanapie i je otwieram. Uśmiecham się już na widok pierwszego zdjęcia. Jest to pudełko ze zdjęciami moimi i Leona. Chowam je przed Larrym żebym nie był zły… Przytulam zdjęcie do piersi, zamykam oczy i wyobrażam sobie jak wyglądałoby moje życie z Leonem…

Siedzimy na ławce z przyjaciółmi popijając lemoniadę. Nasze dzieci bawią się wspólnie. Uśmiechamy się do siebie patrząc sobie w oczy z miłością. I nagle wszystko pryska, cały czar znika…

Po moich policzkach popłynęły łzy. Położyłam ręce na brzuchu i zaczęłam go gładzić.
-Dlaczego?- wyszeptałam.  Pocałowałam zdjęcie i schowałam je z powrotem do pudełka. Najgorsze było dla mnie to że on nie wiedział o tym dziecku. Kocham Larry’ego ale nie tak bardzo jak kochałam a może dalej kocham Leona. Jestem z Larrym dlatego że Leon mnie zostawił i nie chciałam być sama podczas ciąży? Sama już nie wiem… To dla mnie trudne. Ciekawe co teraz robi Leon i czy też za mną tęskni. Nie uważam Larry’ego  za odpowiedniego ojca dla mojego dziecka co powtarzam dosyć często. On ciągle pracuje i nie ma czasu nawet dla siebie. Nie wiem co mam zrobić ja gubię się już nawet we własnych myślach. Usłyszałam otwieranie drzwi. Po chwili ujrzałam mojego chłopaka.
-Cześć skarbie.-pocałował mnie w policzek.
-Cześć kotku.- odwzajemniłam gest.
-Płakałaś?- zapytał.
-Tak bo….. oglądałam wzruszający film.-skłamałam.
-Aha…
Poszłam do toalety. Gdy  wróciłam do salonu zobaczyłam że Larry trzyma moje pudełko i ogląda jego zawartość. Zamarłam.
-Co to jest?!-ryknął. Nie odpowiedziałam.
-Zadałem ci pytanie!!!- krzyknął.
-Ttttoo yyymmm no tenn bbbbbo wiesz  to są mm moje nnno te ymmmm ppppamiątttkiii…-wyjąkałam.
-Pamiątki tak? Czyli zdjęcia z Leonkiem?!- krzyknął.
-Ddddla mmmmnie tto ppppppamiątki.- wyszeptałam drżącym głosem. Spojrzał na mnie drwiącym wzrokiem pełnym wściekłości i przyłożył mi w twarz tak że upadłam na podłogę po czym pudełko do kominka i poszedł na górę. Byłam roztrzęsiona, nigdy nie widziałam go takiego. Bałam się własnego chłopaka. Poszłam na drżących nogach do łazienki i spojrzałam na siny policzek. Bolało jak cholera. Rozpłakałam się, a wtedy on wparował do łazienki i uderzył mnie tym razem w drugi policzek a potem złapał z całej siły za bok i mocno ścisnął.
-Jeśli nie przestaniesz płakać to dostaniesz jeszcze mocniej!!!- ryknął. Złapał Mie z całej siły za rękę i rzucił na kanapę.
-Dzisiaj śpisz tutaj i żebym nie słyszał żadnego płaczu!- krzyknął i wyszedł z salonu. Schowałam twarz w dłonie i starałam się nie wydawać z siebie żadnych dźwięków. Wszystko mnie bolało, a bok najbardziej, boję się że coś może stać się dziecku. Zmęczona bólem zasnęłam.

Rano

Obudziłam się cała obolała. Poszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam strasznie: miałam opuchnięte oczy, rozmazany makijaż, sine siniaki na policzkach, rękach i boku. Postanowiłam doprowadzić się do w miarę normalnego stanu. Wzięłam prysznic, umalowałam się, uczesałam włosy i w szlafroku poszłam na górę. Weszłam na drżących nogach do sypialni, na szczęście już go nie było. Ubrałam bieliznę, kiedyś jeszcze zwiewną sukienkę i dżinsowe bolerko z rękawem ¾. Niestety było widać moje siniaki na rękach. Zgarnęłam okulary przeciw słoneczne i spakowałam do torebki telefon, klucze i chusteczki.  Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz i udałam się do miejsca w którym chciałam się znaleźć już dawno… Doszłam po jakiś 15 minutach. Rozejrzałam się dookoła i usiadłam na ławce. Nic się nie zmieniło. Spojrzałam na oparcie ławki i zobaczyłam pewien napis. Uśmiechnęłam się i przejechałam ręką po serduszku wyrytym w drewnie. Wyrzeźbiliśmy to z Leonem bardzo dawno. Mianowicie było to serduszko w którym pisało V+L Forever. Gdziekolwiek spoglądałam widziałam mnie, Leona i nasze wspólnie przeżyte chwile. Pierwszy pocałunek, pierwsza randka, piknik pod gwiazdami, moje urodziny kiedy śpiewał dla mnie piosenkę. Od razu posmutniałam bo wiedziałam że to już nigdy nie wróci. Spoglądałam w morze a z moich oczu znów popłynęły łzy. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas… Poczułam jakąś rękę na ramieniu, odwróciłam się i ujrzałam… Leona?!
-Leon.-wyszeptałam.
-Violetta.-zrobił to samo.
-Co tutaj robisz.- zapytałam gdy usiadł obok mnie na ławce.
-To co ty… Przychodzę tu często żeby pomyśleć…- spojrzał na mnie.- Wow jesteś w ciąży?!
-Tak to piąty miesiąc…- szepnęłam.
-Larry musi być wniebowzięty.-powiedział cierpko.
-To nie jest dziecko Larry’ego. -powiedziałam ledwo słyszalnie.
-Więc kogo.- zapytał zdziwiony. Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
-Twoje…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ;)
Tak prezentuje się rozdział 23 :D
W sumie to piszę go będąc chorą, z karą na kompa ale co tam xD
Jestem z niego zadowolona =3
Po długich namysłach postanowiłam na taki ciąg wydarzeń ;D
Zrobiłam z Larry’ego takiego brutala a z Fiolki pokrzywdzoną xD
Za to Leona zatkało xDDD
Mam nadzieję że podoba wam się pierwszy rozdział mojego autorstwa J
Czekam na wasze opinie ;)
Co do rozdziałów to będą dodawane w weekendy tylko ten macie w poniedziałek bo chciałam go napisać żeby był ;p
No to tyle :*
Bayo ;****

Blair <33

7 lutego 2015

Powitanko!!!

Hej! Z tej strony nowa właścicielka bloga!!! Jestem prze szczęśliwa że mogę się nim 'opiekować'? No coś w tym stylu xD Ogólnie to mam na imię Zuza ale podpisywać będę się Blair <33 Myślę że będę kontynuować historię zaczętą przez moją poprzedniczkę ;) Rozdział pojawi się niedługo i mam nadzieję że wam się spodoba :* Zapraszam też na mojego drugiego bloga: http://pierwszespojrzenie-leonetta.blogspot.com   i bloga mojego i Natalii Verdas:  http://solotienesqueustedmeama.blogspot.com   No to tyle :* Pozdrawiam wszystkich :**********

Blair <33